Tylko spokój i opanowanie

Pomimo, że nie chce nikogo urazić i zazwyczaj daleko mi do generalizowania to, muszę zacząć od oczywistej oczywistości, jaką jest stwierdzenie, że Polacy to naród, który marudzi. Z góry przepraszam wszystkich urażonych i niezaliczających się do tej grupy, ale takie niestety odnoszę wrażenie. A co nas najbardziej wkurza jeśli nie pogoda? Odpowiedź zawierać będzie wiele podtematów i odcieni, ale chodzi oczywiście o  pieniądz. Podatki, rachunki, urzędy, i znowu podatki i składki i wszystkie te niezrozumiałe przez większość papiery, których nieodpowiednie wypełnienie grozi takimi sankcjami, ze na samą myśl mimowolnie kręcimy głową. Tylko teraz tak: skoro jak zwykle rozchodzi się o pieniądze, to jak zwykle wypadałoby też znaleźć winnego zaistniałego stanu rzeczy, czyż nie prawidłowo prowadzę swój tok myślenia? No bo przecież to nie nasza wina, że nie rozumiemy co jest napisane w umowach, że mamy tylko dwójkę dzieci, a na naszą przyszłą emeryturę powinno pracować trzy i pół dziecka, no i wreszcie kiedy na czas mieliśmy zapłacić rachunek, jak pani na poczcie, bezczelnie, bezceremonialnie i do tego przed samym nosem zamknęła okienko, bo ona już na dziś skończyła. O o o właśnie i tu dochodzimy do sedna problemu, do całej genezy a zarazem kulminacji. Kto stoi za tym wszystkim? Za tymi nerwami, stresami, niepewnością i irytacją? No przecież, oczywiście, że urzędnik!


Czy ja na tą pocztę przychodzę, bo chcę? Bo nie mam co robić z wolnym czasem? Przychodzę i stoję przez pół godziny z awizo, pomimo, że widziałam rano listonosza wchodzącego do mojej klatki, co oznacza, że po prostu nie chciało mu się sprawdzić, czy jestem w domu. Kiedy już w końcu nadchodzi moja długo oczekiwana kolej, dowiaduję się od niewzruszonej pani, że listonosz jeszcze nie wrócił i mam przyjść jutro. Tylko spokój mnie uratuje….


Dlaczego, pomimo, że jestem osobą wykształconą, wydawało mi się zawsze, że oczytaną, i potrafiącą logicznie rozumować, nie jestem w stanie zrozumieć umów, jakie przychodzi mi podpisywać. Nieznajomość prawa nie uchroni mnie przed ewentualną winą, jeśli czegoś nie dopatrzę i nie zrozumiem, a ja nie rozumiem? Czytam i nic. Czy mam zatem pójść do konkretnego wydziału i poprosić o przetłumaczenie tego co otrzymałam na język możliwy do zrozumienia? Pewnie i tak usłyszałabym: „Pani to sobie na spokojnie poczyta, bo tu nie ma nic niezrozumiałego”, a przy tym, spaliłabym się jeszcze ze wstydu.


Ponadto, wchodzę do urzędu i zazwyczaj gdzie by to nie było, to i tak nie wiem gdzie iść, kogo pytać, a co najbardziej irytujące- o co?! Tak,  możliwe jest żeby nie wiedzieć o co mamy zapytać. Ja mam tak często: i wówczas muszę wracać po dwa razy w to samo miejsce, często pół miesiąca później, bo praca pozwala mi jedynie na wizytę w czwartki, a co drugi czwartek jest w urzędzie dla interesantów nieczynny. Przychodzę więc na dzień dobry nastawiona negatywnie i nawet jeśli okaże się, że to już naprawdę wszystko to pani  w okienku na pewno poczuje się w obowiązku uprzejmie dodać, że nie musiałabym się przecież fatygować gdybym najzwyczajniej w świecie zapytała za pierwszym razem czy to wszystkie dokumenty jakie powinnam dostarczyć. Tylko spokój mnie uratuje…


Czy przesadzam, czy przejaskrawiam, oczywiście, że tak, ale z drugiej strony często takie są właśnie scenariusze podobnych spotkań. A wina leży jak zwykle:oczywiście po środku. Zarówno po stronie petentów, którzy tak jak ja, zazwyczaj na dzień dobry nastawiają się negatywnie, ale i po stronie urzędników, którzy nakładają często grubą maskę obojętności, aby nie zwariować od nadmiaru pytań, roszczeń i skarg. Czy ludzie, jako interesanci kiedyś się zmienią? Może, nie wiem, ale chyba wiele zależy też od nastawienia urzędnika. Myślę, że szkolenia miękkie w administracji coraz bardziej zmieniają ich świadomość i nastawienie. Myślę, że wizyty w urzędach nie zawsze kończą się już traumą czy skołatanymi nerwami i uważam, że obie strony są juz coraz bardziej świadome tego, że to nie Kowalskiego wina, że nie rozumie ale i  nie Pani w okienku, że podnieśli podatki.



[MOBILE]

 

 

 


 

 

Powrót do strony z artykułami

 

 


 

AVENHANSEN Sp. z o.o. zezwala na kopiowanie i wklejanie na inne strony internetowe powyższego artykułu pod warunkiem dodania pod artykułem poniższego tekstu i dodania linka do tej strony:

Artykuł jest własnością firmy szkoleniowej AVENHANSEN Sp. z o.o.

Link do artykułu »

Tylko spokój i opanowanie
Oceny: 3 z 5 z 6 głosów