Powrót do korzeni, a zatem: “wiem, że nic nie wiem”.

Czasami, gdy pragniemy  jakoś zabłyszczeć, wertujemy mądre księgi, szukamy nowinek w Internecie, czekając aż natkniemy się na prawdziwe objawienie, zupełne novum, odkrycie i okrzyk: alleluja! I tutaj, rzeczywiście, to właśnie chciałabym zaproponować, choć perspektywa mojego patrzenia, może co poniektórych zaskoczyć. Otóż, jeśli rzeczywiście zależy nam na wiedzy, na analizie podstaw, które zazwyczaj umykają nam w gąszczu nowych informacji i newsów, skierujmy swoją uwagę na absolutną genezę wszystkiego: prawa, filozofii, matematyki, prawdziwego myślenia, a więc:.....na starożytną grekę. Tak, bowiem właśnie od wielkich filozofów dowiedzieliśmy się, wszystkiego tego, co obecnie jedynie rozszerzamy, modyfikujemy i interpretujemy.


Na rozgrzewkę, pytanie podstawowe, a zatem skąd wziął się świat i najlogiczniejsze odpowiedzi jakie przyszło mi przeczytać. Zwycięzca numer jeden to Ksenofanes, twierdzący, że wszystkie rzeczy biorą swój początek i kończą żywot w ziemi. Zwycięzca numer dwa, to niejaki Pan Tales z Miletu, który uparcie tkwił przy twierdzeniu, że to woda, jest tym, bez czego  nie jesteśmy sobie w stanie poradzić. I trzeci, jakże trafnie przekonujący, że to powietrze stanowi meritum naszego bytowania i egzystencji. I chyba takie właśnie rozgrzewki zachęcają mnie do dalszych rozważań, bardzo prostych w swoich stwierdzeniach, a często tak przy tym logicznych, że aż zaskakujących  w swojej oczywistości.


Skupmy się jednak na tym człowieku, który  do dziś uważany jest za wielkiego mędrca, moralistę oraz poszukiwacza prawdy, a który zasłynął słynnym zdaniem: “wiem, że nic nie wiem”, wynikającym z jego przeświadczenia, że ludzkie opinie, twierdzenia są tak mało konkretne czy precyzyjne, że trudno je w ogóle zaliczyć do kanonu “prawdziwych” i zgodnych ze stanem faktycznym. Kim był Sokrates? Z pewnością bardzo towarzyskim człowiekiem, który swoje wynurzenia prezentował na ateńskim rynku, zyskując sobie tym samym nie tylko zwolenników, ale także gorliwych przeciwników, którzy zresztą, suma sumarum, doprowadzili do jego śmierci, która to nastąpiła właśnie po publicznym wyborze ludu. Wracając jednak do życia  myśliciela, warto wiedzieć, że był on człowiekiem niezwykle przestronnym jako, że wiadomo o jego udziale w wojnach peloponeskich, zawodzie rzeźbiarza, jaki uprawiał w  młodym wieku, ale także zainteresowaniach kierowanych w zupełnie innym kierunku. Sokrates okazał się także bowiem być sprawiedliwym sędzią, nieustępliwym i nieugiętym, który nie poddawał się presjom nacisku i krzyku większości, ale i podobno najmądrzejszym człowiekiem, jak to obwieściła słynna wyrocznia w Delfach.


Skoro zaś, był takim inteligentnym człowiekiem, to przypomnijmy sobie, z czego wynikał jego fenomen. Przede wszystkim, był prekursorem  statystyki, i podstawowego podziału rozumowania. To właśnie dzięki  niemu, światło dzienne ujrzało  rozumowanie indukcyjne, które oznacza, dochodzenie do ogółu od najmniejszych szczegółów. Analiza każdej pojedynczej przesłanki, ma sprawić, że dodając dwa do dwóch, dojdziemy do tego, że wniosek to cztery. Jednak, oponenci, szybko wytknęli, że nie zawsze nasze dochodzenie do rozwiązania jest tak logiczne i namacalne jak dodawanie, bowiem czasem, wysnute wnioski, nie są możliwe do sprawdzenia i orzeczenia czy rzeczywiście są właściwe. Niezależnie jednak od powyższego, fakt pozostaje faktem, że to właśnie Sokrates, rozpoczął całą tę dysputę, co było pierwsze jajko, czy kura, indukcja czy dedukcja?


Najważniejsze jednak i najistotniejsze było to jak mistrz rozmawiał z innymi, ponieważ śmiem przypuszczać, iż gdyby żył w naszych czasach, jego techniki argumentacji i zbijania tez innych, byłyby oglądane na wszelkich szkoleniach z negocjacji. Co bowiem, robił Sokrates? Udawał przysłowiowego głupka, zadając zazwyczaj absurdalne, idiotyczne czy banalne pytania, dając rozmówcy do zrozumienia, że to właśnie ten drugi, trzyma w ręku wszystkie asy i jest wygrany w całej dyspucie, ale czy rzeczywiście? Sokrates był niestety diabelsko inteligentny i często bawił się swoim rozmówcą, szczególnie jeśli wyczuwał, że ten myśli, że wie więcej, niż w rzeczywistości. Wówczas , niczym złośliwy chochlik, myśliciel, tak kierował rozmowę, że dochodziło do sytuacji, kiedy to jego oponent sam z siebie przyznawał, że nie miał racji, bądź to, co twierdził na początku, było absurdalne. Tego typu zabieg nazywany jest metodą elektryczną, i jest dość okrutnym sposobem dyskusji, jako, że kończy się ośmieszeniem drugiej osoby. O wiele łagodniejszą techniką, była metoda majeutyczna, dzięki której Sokrates, pomagał tym razem swojemu rozmówcy, dojść do wiedzy, którą ten drugi posiadał, lecz zupełnie sobie tego nie uświadamiał. W tym celu, tak prowadził dialog, aby jego partner, delikatnie naprowadzany przez mistrza, sam odkrywał pewne prawdy, które były w zasięgu jego rozumowania.


Proste i genialne a do tego jak dawno odkryte. Czasem chyba warto właśnie cofnąć się w czasie i przypomnieć te pierwsze eureki, na jakie ktoś kiedyś wpadł, ponieważ one były chyba najbardziej odkrywcze, inspirujące i rzeczywiście przydatne! 

 

[MOBILE]


 

Powrót do strony z artykułami

 


 

AVENHANSEN Sp. z o.o. zezwala na kopiowanie i wklejanie na inne strony internetowe powyższego artykułu pod warunkiem dodania pod artykułem poniższego tekstu i dodania linka do tej strony:

Artykuł jest własnością firmy szkoleniowej AVENHANSEN Sp. z o.o.

Link do artykułu »

Powrót do korzeni, a zatem: “wiem, że nic nie wiem”.
Oceny: 3 z 5 z 15 głosów