Nieśmiałość

Ciągle słyszymy o byciu przebojowym, przedsiębiorczym, pełnym entuzjazmu i zapału.  Usilnie więc dążymy do tego, aby się takimi stać bądź przynajmniej takimi być postrzeganymi, ponieważ tego niejako wymaga od nas dzisiejsze zapotrzebowanie. Co jednak z tymi, których większość z nas określiłaby jako nieśmiałych? Strach przed wystąpieniem publicznym, ba przed zabraniem głosu, spocone ręce, czerwień policzków i drżący głos to zazwyczaj typowe objawy, z którymi ciężko sobie poradzić, a które skutecznie utrudniają nam życie i to nie tylko to zawodowe. Na szczęście jest remedium na tego typu bolączki, a jego skuteczność zależy wyłącznie od nas samych.


Zanim jednak zajmiemy się uzyskiwaniem pewności siebie, dobrze byłoby poznać przeciwnika, a w związku z tym spróbować znaleźć przyczynę takiego a nie innego stanu rzeczy.  Zacznijmy niestety od rodziców, bowiem tak naprawdę to oni w znacznej mierze kształtują nasz obraz samych siebie. Jeśli spotykaliśmy się z permanentną krytyką, wzrokiem mówiącym więcej niż słowa, bądź stwierdzeniami typu: ‘daj zrobię to lepiej’, bądź ‘Zuzia jakoś mogła dostać piątkę’, to nie dziwmy się, że tak znacząco wpływa to na nasz wizerunek w oczach własnych. Rodzice bądź co bądź to zazwyczaj nasz autorytet i osoby, którym ufamy. Jeśli więc  twierdzą, że się nie nadajemy, to najwidoczniej coś w tym musi być. Kolejna przyczyna, ściśle powiązana z pierwszą, to nieustanna potrzeba aprobaty u innych osób. Jeśli w swoim życiu zauważymy  pewną prawidłowość polegającą na tym, że jedynie wówczas, gdy spełnimy czyjeś wymagania, w odpowiedzi otrzymujemy uśmiech, a nie jest to możliwe tak po prostu z czystej sympatii, dochodzimy do wniosku, że naszą osobą mamy mało do zaoferowania, a co za tym idzie, na przychylność środowiska musimy sobie zapracować. Trzeci z typowych winowajców to potrzeba dorównania innym poprzez ciągłe porównywania. Czujemy się chorzy, gdy kolega obok awansuje, a sąsiedzi cieszą się lepszą sytuacją finansową. Nie umiemy doceniać siebie za umiejętności, nasze wnętrza, a jedynym wyznacznikiem sukcesu i powodzenia jest to jak wypadamy na tle pozostałych. Te i wiele innych czynników przekładają się wspólnie na nieśmiałość spowodowaną irracjonalną potrzebą bycia najlepszym, doprawioną brakiem poczucia własnej wartości.


 Jeśli mamy już dość tej męczarni: zamartwiania się, kołaczącego niemiłosiernie serca, spróbujmy małymi kroczkami odbudować wizję własnej osoby a co za tym idzie zmniejszyć bądź zniwelować nieśmiałość, z którą się borykamy. Diabeł jak zwykle tkwi w szczegółach, i obawiam się, że postanowienie: od jutra wyjdę bardziej do ludzi, to trochę za mało. Musimy działać bardziej konkretnie. Proponuję zacząć od wyglądu. To, że koleżance obok dobrze jest w garsonkach do kolan, nie oznacza, że i nam będzie pasować i odpowiadać to samo. Niezależnie od sytuacji i okoliczności, musimy się czuć dobrze we własnej skórze. Przebranie być może zrobi pierwsze dobre wrażenie, ale już po chwili odbiorcy, po naszym zachowaniu i przekazie niewerbalnym zauważą, że coś jest nie tak. Stracimy więc podwójnie: po pierwsze wydamy się nieszczerzy a po drugie będziemy świadomi niepowodzenia naszego wystąpienia z tak trywialnego przecież powodu.  Z nieśmiałością można również walczyć poprzez wyobraźnię. Jeśli wiemy, że czeka nas jutro ciężka przeprawa, dokonajmy wizualizacji, tego co będzie miało miejsce. W myślach, krok po kroku przeanalizujmy to co może się zdarzyć, biorąc pod uwagę różnie warianty. Wówczas bardziej prawdopodobnym jest, że w realnych okolicznościach, nie zaskoczy nas coś, co można było przecież przewidzieć, a tym samym niejako oswoić. Poza tym uświadommy sobie, że wszyscy dookoła to nie nasi wrogowie, ale dokładnie  tacy sami ludzie jak my, którzy również przeżywają swoje rozterki, mają gorsze dni, bądź czują się niepewnie. Takie oswojenie się zarówno z drugim człowiekiem, jak i okolicznościami, które mogą nastąpić, pomoże przełamać nam nieśmiałość i wyjść w stronę ludzi.


A teraz, grubszy kaliber: a mianowicie wystąpienia publiczne, które powodują dreszczyk, nawet wśród tych, którzy w zwyczajnych relacjach, nie mają problemu z nieśmiałością. Pierwsza propozycja to po prostu świetne przygotowanie. Jeśli liczymy, że jakoś to będzie to możemy się grubo przeliczyć. Szanujmy czas nas samych i naszych odbiorców i  do każdego wystąpienia przygotujmy się merytoryczne. Po drugie, podejrzyjmy jak robią to inni. Na kolejnym szkoleniu zamiast malować abstrakcje na kartkach, słuchajmy i obserwujmy co dzieje się przed nami, a z pewnością podchwycimy jakieś dobre praktyki, które przydadzą się podczas naszych własnych prelekcji. Ostatnia rada, którą warto wprowadzać w życie to uświadomienie sobie, że ludzie oczekujący na nasz wykład to nie jakaś wielka komisja ale ludzie, którzy przyszli ponieważ wierzą, że mogą się od nas czegoś nauczyć. Wówczas okaże się, że nie taki wilk straszny….


Nieśmiałość jest jak najbardziej do okiełznania, ale należy zdać sobie sprawę, że nie stanie się to z dnia na dzień, a może być to jedynie rezultat długotrwałej pracy nad sobą. Gra jest jednak warta świeczki, ponieważ nic tak nie męczy niż świadomość, że sami kładziemy sobie kłody pod nogi.
 

 

 


 

 

Powrót do strony z artykułami

 

 


 

AVENHANSEN Sp. z o.o. zezwala na kopiowanie i wklejanie na inne strony internetowe powyższego artykułu pod warunkiem dodania pod artykułem poniższego tekstu i dodania linka do tej strony:

Artykuł jest własnością firmy szkoleniowej AVENHANSEN Sp. z o.o.

Link do artykułu »

 


 

 
Nieśmiałość
Oceny: 3 z 5 z 13 głosów