Dziecko, czy kariera: czy da się te kwestie pogodzić?

Bezustannie słyszymy słowa: „polityka prorodzinna”, które są wymieniane przez wszystkie przypadki. Z wiadomych wszystkim względów rządy każdej opcji, namawiają polskie rodziny do podjęcia decyzji o dziecku. Wszelkie statystki wskazują, jednak na niż demograficzny, i chyba nawet pomysł na becikowe, nie sprawił zamierzonego przez rząd cudu. Jakie są przyczyny takiego stanu rzeczy? Wydaje się, że najlepiej byłoby się przyjrzeć sytuacji typowej młodej kobiety wchodzącej w swoje dorosłe życie.


Zazwyczaj, pierwszy raz myśl o dziecku pojawia się w naszej głowie, kiedy jesteśmy na studiach. Dzieje się tak tym bardziej, iż niezależnie od kierunku, na którym studiujemy, spotykamy przynajmniej kilka koleżanek, które są w ciąży. Szybko jednak zapominamy o tym z obawy, że: w związku z nowymi obowiązkami nie poradzimy sobie z nauką, w związku z koniecznością opieki nad dzieckiem będziemy zmuszone skorzystać z urlopu macierzyńskiego, a w związku z obydwoma wcześniejszymi punktami, przedłużymy czas naszej edukacji. Z lekkim żalem, porzucamy myśl o maleństwu i skupiamy się na nauce. Studia jednak kiedyś się kończą, a zatem czy to właśnie ten czas kiedy należy pomyśleć o macierzyństwie. Niestety znowu okazuje się, że nie byłby to najlepszy pomysł. Przecież po obronie dyplomu należy jak najszybciej zdobyć pierwsze doświadczenie zawodowe, a w sytuacji, kiedy studia kończą każdego roku setki osób, nie możemy sobie pozwolić, aby to właśnie one, a nie my otrzymały wymarzoną pierwszą pracę. Zazwyczaj parę miesięcy upływa nam na wysyłaniu dokumentów aplikacyjnych, uczestnictwie w rozmowach kwalifikacyjnych, aż w końcu dochodzimy do tego szczęśliwego momentu, kiedy dzwoni do nas telefon, że tak, udało się, dostaniemy pracę. A zatem, wydaje się, że mamy już wszystko: pewnie jest obok nas wymarzony mężczyzna, skończyłyśmy studia i dostałyśmy wymarzoną pracę.

 

Czy zatem teraz możemy skupić się na byciu matką? Niestety to jeszcze nie jest nadal ten moment. Przecież nie będziemy się z małym kisić w wynajmowanej kawalerce, a poza tym to nie można zajść w ciąże w pierwszym roku pracy, nieprawdaż? Najpierw trzeba się wykazać, zasłużyć na opiekę nad jakimś istotnym projektem, a później oczywiście, musimy skupić się na jego efektywnym wykonaniem i przeprowadzeniem. Potem, zapewne czeka nas awans na stopień wyżej, co naturalnie wiąże się znowu z odłożeniem decyzji o dziecku. Co najwyżej kupimy psa, a jeszcze lepiej to kota, bo z tym drugim nie musimy chociaż wychodzić na dwór. I tak okazuje się, że nie wiadomo jak to zleciało, ale mamy trzydzieści lat i życzliwe ciocie z troską w głosie pytają wciąż, czy aby na pewno nie mamy żadnych problemów. Pewnie cała rodzina sądzi, że jesteś bezpłodna bądź przeżywasz kryzys w małżeństwie, a tobie pewnie najzwyczajniej w świecie spodobało się życie, w którym po pracy możesz skoczyć na tenis, zakupy bądź do kina.

 

Wiesz dobrze z opowieści dzieciatych koleżanek, że jedyne na co mogą sobie pozwolić po ciężkim dniu w firmie, to powrót do dzieci. Nie zachwyca cię ta perspektywa. No ale z drugiej strony, przyglądasz się bacznie postaciom w wózkach i zastanawiasz się, jak by wyglądało i zachowywało twoje maleństwo. W końcu podejmujecie z mężem męską decyzję i rozpoczynacie starania o potomka. Mija parę miesięcy niepokoju i wyczekiwania, od ginekologa słyszysz, że nic dziwnego, że wam się od razu nie udaje, w końcu nie jesteście już tacy młodzi…. Na szczęście pewnego dnia okazuje się, ze jesteś w ciąży. Dziewięć miesięcy przemija spokojnie i bez problemów medycznych, na dziecko czeka już piękny różowy pokoik, ponieważ wiecie, że będzie to dziewczynka. Niecierpliwie czekacie na rozwiązanie, przekonani, że wtedy będziecie mieli już wszystko czego można sobie wymarzyć. I w końcu stało się, na  świecie jest z wami Martynka. Tylko miało być idealnie, ale jakoś nie jest.

 

Myśleliście, że sporo zarabiacie, a teraz codziennie jak nie lekarz, to pieluchy, ubranka, horrendalnie drogie leki. No ale dostaliście przecież becikowe? no tak myślisz, jednak jest to taka kropla w morzu potrzeb, że nawet nie wiecie na co wydać te pieniądze. Na szczęście sytuacja pomału stabilizuje się, dziecko nie załatwia się już co pięć minut, ty przesypiasz więcej niż 2 godziny i życie znów staje się piękne. Po sześciu miesiącach należnego ci urlopu macierzyńskiego, wracasz do pracy. Wiesz, że pomimo, iż teoretycznie masz prawo do urlopu wychowawczego, u was w pracy po prostu się z niego nie korzysta, taka jest niepisana zasada. Na szczęście znajdujesz opiekunkę i wracasz w codzienny wir zajęć. Nie ma co się oszukiwać, nie masz na nic czasu. Po pracy pędem do domu, bo opiekunka kosztuje krocie, a potem do wieczora zabawa z Martynką. Wiesz, że przydałoby się, aby miała rodzeństwo. Tyle, że metryka pędzi nieubłagalnie, masz 35 lat i czy to jest w ogóle wiek na staranie się o dziecko? Wiesz, że jest mnóstwo kobiet, które się na to decyduje, ale nie chcesz chodzić do szkoły na wywiadówki i być mylona z babcią….


Historię można byłoby potoczyć dalej, ale chyba nie trzeba już tego robić. Tak mniej więcej wygląda myślenie przeciętnej kobiety, i wydaje się, że państwowa polityka prorodzinna ma się nijak do sytuacji przeciętnej rodziny. Plotki o zniesieniu ulgi na dzieci, becikowego i wciąż za mała ilość przedszkoli, i żłobków nie nastraja nas do płodzenia dzieci i to jest polska rzeczywistość.

 

 


 

 

Powrót do strony z artykułami

 

 


 

Dziecko, czy kariera: czy da się te kwestie pogodzić?
Oceny: 0 z 5 z 0 głosów