Czy Internet zostanie ocenzurowany?

Znów rozgorzała dyskusja na temat tego co wolno każdemu Kowalskiemu w Internecie. Rząd zastanawia się nawet nad ograniczeniem pewnej dowolności w sieci, która miałaby polegać między innymi na wprowadzeniu tak zwanej rejestracji stron oraz usług niedozwolonych: (na przykład takich, które propagują faszystowskie treści, czy też podstępem wprowadzają czytających w błąd, aby czerpać dzięki powyższemu korzyści majątkowe), oraz pragnie poprzeć Komisję Europejską, która chce przeciwdziałać pornografii dziecięcej, jaka szerzy się w Internecie. Wydawałoby się przecież, iż powyższe postulaty są słuszne, bowiem wszyscy zdajemy sobie sprawę, iż nie wszystko na co możemy się natknąć serfując po witrynach internetowych, jest słuszne czy zgodne z prawem. Skąd jednak bierze się takie oburzenie społeczeństwa i w czym widzimy największe zagrożenia?


Zapewne większości chodzi o ograniczenie wolności, a przecież nawet w Konstytucji Rzeczypospolitej można znaleźć ustęp mówiący: cyt: „Każdemu zapewnia się wolność wyrażania swoich poglądów oraz pozyskiwania i rozpowszechniania informacji. Cenzura prewencyjna środków społecznego przekazu oraz koncesjonowanie prasy są zakazane. Ustawa może wprowadzić obowiązek uprzedniego uzyskania koncesji na prowadzenie stacji radiowej lub telewizyjnej”. Ewidentnie zatem jednostki obawiają się skoku na ich podstawowe prawa oraz obawiają się, że będzie to jedynie początek, czy też pretekst do wprowadzania kolejnych ograniczeń. Zastanówmy się na przykład nad kontrolą, niczym niekontrolowanych dotychczas wypowiedzi internautów. Sami musimy przyznać, że czytając niektóre komentarze, zaczynamy zastanawiać się, czy rzeczywiście autorzy tekstów, to  szarzy obywatele.

 

Wypowiedzi są nierzadko diametralnie skrajne, zawierają taki ładunek nienawiści, czy też wściekłości, że aż trudno się to czyta, i nawet nie chcielibyśmy pomyśleć o spotkaniu takiej osoby w ramach kontaktu face to face. Jak jednak miałaby wyglądać taka kontrola, czy dotyczyłaby wypowiedzi tych, którzy atakują werbalnie znane osoby, bądź innych internautów, a może cenzura skupiłaby się na tekstach zawierających wulgaryzmy, bądź w jakikolwiek sposób zachęcający do agresji. Granice są tutaj bardzo cienkie i nie chciałabym być jednym z decydentów, podejmującym decyzję o tym co konkretnie należy ograniczyć. Zresztą, tak naprawdę wiele zależy od poglądów. Dla jednych kwestie związane z aborcją, homoseksualizmem,  czy też zapłodnieniem in vitro stanowią coś zupełnie niemoralnego, a nawet grzech, podczas gdy dla innych, są po prostu alternatywą. Komu jest zatem oceniać, która strona ma większe prawa czy też racje?


Inni, natomiast podejmują dyskusję dotyczącą ochrony dzieci w wirtualnym świecie. Jak można walczyć z pornografią dziecięcą, kiedy to same nastolatki, ale także kilkuletnie już podrostki wrzucają swoje zdjęcia na portale internetowe w co najmniej niedwuznacznych pozach. Może zamiast odgórnej kontroli rządu, to rodzice, którzy przecież świetnie znają nazwy wymienionych witryn internetowych, odmienianych zresztą przez wszystkie przypadki w mediach, powinni czasami zajrzeć i sprawdzić, co ich dziecko robi w sieci. Nie trzeba wcale być biegłym informatykiem, aby poradzić sobie z kontrolą swojego potomstwa. Co więcej oponenci propozycji stawianych przez rząd, twierdzą, że jakakolwiek ustawa nie jest w stanie powstrzymać tych, związanych z pornografią dziecięcą, ponieważ zwyczajnie przeniosą swoje firmy poza granice Unii Europejskiej, nadal aktywnie działając w swojej branży.


Są również tacy, którzy obawiają się, że cenzura, czy też ograniczenia Internetu spowodują obniżenie przedsiębiorczości. Dla nich, plany rządu stanowią zamach na rozwój Internetu czy też konkurencyjności przedsiębiorstw. Konieczność rejestracji w Krajowej Radzie Radiofonii i Telewizji, (co już samo w sobie, jest dla wielu niezrozumiałe), tych wszystkich programów, które emitowane będą wyłącznie w Internecie, może spowodować zdaniem niektórych kapitulację wielu firm i cofnięcie się Internetu do ery jedynie tekstu pisanego.



Rząd natomiast, podkreśla dwuletnie opóźnienie Polski, wobec dyrektyw Unii Europejskiej i stąd, tłumaczy wszystkie te rozważania skierowane w stronę regulacji Internetu. Jak zakończy się cała sytuacja, nie wiemy. Jak na razie państwo polskie, zrezygnowało z ustawy, jednak nie ma co się oszukiwać, prędzej czy później temat powróci, chociażby ze względu na wymogi unijne.

 

 


 

 

Powrót do strony z artykułami

 

 


 

Aleksandra Bilińska

Masz pytania? Porozmawiaj Manager ds. Organizacji Szkoleń
515 212 448 abilinska@avenhansen.pl Zadaj pytanie

Podobne artykuły

Czy Internet zostanie ocenzurowany?
Oceny: 0 z 5 z 0 głosów